poniedziałek, 16 marca 2015

Progressive Nanomask od Yonelle

Już dawno chciałam Wam polecić coś absolutnie wyjątkowego. Mam to cudo pod swoim dachem od świąt Bożego Narodzenia i choć efekty były zauważalne niemal od razu, czekałam, bo lubię być pewna własnego zdania.

Progressive Nanomask „New Skin” Effect, bo o niej mowa. Cóż takiego ma, że jest taka rewelacyjna?

Po pierwsze skład. Kwas fitowy, kwas glikowy, enzym z dyni, witamina c, ekstrakt z algi śnieżnej , który  aktywuje gen przedłużający młodość, a przede wszystkim nanodyski. To właśnie one powodują, że substancje aktywne przenikają w głąb skóry, ponieważ są mniejsze niż przestrzenie międzykomórkowe. Przenikają aż 14 warstw naskórka! Czujecie?  14 warstw! Wow!

Po drugie firma jest polska! W dodatku ten cudowny krem stworzyły kobiety! Jolanta Zwolińska- biolog i Małgorzata Chełkowska –doktor nauk chemicznych, kosmetolog. Przyznam szczerze, że nie wiedziałam tego na początku.



 


W grudniu przyszła do mnie paczka, w paczce woreczek i cudnej urody słoiczek. Już byłam zachwycona, bo dawno nie miałam na swoje toaletce tak pięknego kosmetyku. Po otwarciu znów zachwyt. Piękny zapach tropikalnych kwiatów unosił się spod wieczka. Jeszcze tego samego wieczoru użyłam maski na noc. To była absolutna przyjemność. Za pomocą dołączonego patyczka, naniosłam maskę o aksamitnej konsystencji na twarz i szyje. Choć maska jest niezwykle esencjonalna, nie tworzy na twarzy jakiego ciężkiego filtru. Twarz się nawet nie świeci. Wszystko się pięknie wchłania. I tak jak już mówiłam, efekt był natychmiastowy. Już następnego poranka witała mnie promienna jaJ  Skóra została wygładzona, rozjaśniona, zdecydowanie gładsza.  Bardzo ważne jest, że można stosować grubszą warstwę na noc i ona się nie roluję!

Maskę należy stosować 2-3 razy w tygodniu i należy pamiętać, że to są kosmetyki nocne. Czasem zdarza mi się stosować ją pod makijaż, kiedy chce wyglądać oszałamiająco na kolacji z mężemJ Natomiast trzeba pamiętać, że to jest intensywna pielęgnacja nocnaJ

Wiem, że niektórych może odstraszać cena. 199 zł za kosmetyk, to może być bariera nie do pokonania. Natomiast trzeba zaznaczyć, że słoiczek ma 55ml a maska jest niezwykle wydajna. Nie stosujemy jej codziennie, więc i zużycie jest minimalne. Moim zdanie warto, nawet kosztem tańszego kremu na dzień.
Maska zyskuje coraz więcej zwolenników. Co rusz dostaje nowe nagrody. Na gali ELLE International Beauty  Awards 2015 została uznana za 1 z 5 najlepszych polskich kosmetyków. Cieszy mnie to ogromnie, bo od dawna wspieram wszystko co polskie.

Na koniec tylko dodam, że to nie jest element współpracy z marką YonelleJ Maskę udało mi się wygrać przy okazji jakiegoś konkursu na fan page marki i powiem Wam szczerze, że robię to z premedytacją. Uwielbiam odkrywać perełki , ale nie lubię być do niczego zobligowana., dlatego nie piszę, nie proszę o kosmetyki. Wygrałam uczciwie krem, nikt nie oczekiwał, że napiszę cokolwiek i to jest super! Dlatego nie podam Wam linka gdzie możecie maskę zakupić. Wierzę, że sobie sami poradzicie jeśli uznacie, że maska warta jest zachoduJ Ja w każdym razie uczciwie i gorąco polecamJ


Koprówka



niedziela, 8 marca 2015

Recenzja "Król Jezus" czyli jak odebrano boskość Jezusowi

Autor: Robert Graves
Tytuł: Król Jezus
Ilość stron: 399
Wydawnictwo; Officyna, wyd.II-2012
Autor przekładu; Maciej Świerkocki
Gatunek: historyczna





                „Przekład powieści Roberta Gravesa wymaga zarówno wnikliwych studiów kulturoznawczych, jaki trudnej gimnastyki stylistycznej….”. To cytat z mowy końcowej tłumacza Macieja Świerkockiego. Pozwoliłam sobie go przytoczyć już na początku, ponieważ doskonale obrazuje, z jaką książką będziemy mieć do czynienia. Z książką niełatwą i to nie dlatego, że jest kontrowersyjna, ale dlatego że wymaga od czytelnika zarówno ogromnej wiedzy historycznej jak również wiedzy religijnej. Biblie Tysiąclecia wymagałoby mieć w jednym paluszku, aby móc rozkoszować się kontrowersyjnością tej lektury.  Chyba, że…no właśnie. O tym na końcu.

                Powieść „Król Jezus” Roberta Gravesa uznawana jest za jedną z najbardziej skandalizujących książek historycznych w dziejach literatury. Opublikowana po raz pierwszy w 1946 roku, przez wiele lat była zakazana w niektórych krajach, m.in. w Portugalii i Irlandii, gdzie anatemę zdjęto z niej dopiero w połowie lat 70. ubiegłego wieku. Umieszczenie jej w wykazie książek zakazanych jest dla niej najlepszą reklamą.

                Skąd ten skandal? No cóż, to żadna tajemnica. Już w opisie czytamy, że wynika ona głównie z niekontrowersyjnego wizerunku Jezusa. Oto autor odebrał mu boskość. Jest tylko człowiekiem. Nauczycielem, mistrzem o wielkim autorytecie, od najmłodszych lat porywającym tłumy, ale tylko człowiekiem w dodatku mającym wady.
To nie wszystko. Cuda nie są tu cudami, Judasz jest najlepszym przyjacielem, który jak nikt rozumie Jezusa, Poncjusz Piłat jawi się, jako dowcipniś a Barabasz, jako inteligent. Wszystko tu postawione jest na głowie. Zupełnie jakby autor chciał pokazać czytelnikowi, że papier wszystko przyjmie. Jednak najbardziej kontrowersyjna jest walka Jezusa z …Niewiastą, która w powieści przedstawiona jest, jako istota groźniejsza od diabła. Myślę, że w naszym dzisiejszym świecie to nie zagorzali obrońcy krzyża sprzeciwialiby się wydaniu powieści a rzesza zagorzałych  feministek J

                Wiele razy poległam czytając książkę. Męczyły mnie historyczne zawiłości a jednak wciąż chciałam więcej i więcej.  Zupełnie nie gorszyło mnie czytanie innych prawd. Po książkach Brown ‘a  czy Kathleen McGowan  moja wyobraźnia była odpowiednio wygimnastykowana. Tak, to była gimnastyka, bo pisanie, iż książka poszerza horyzonty jest jak dla mnie pewnym nadużyciem. Pamiętajmy, że autor, choć powoływał się na źródła historyczne, nigdy ich nie ujawnił.

Czy zatem książka warta jest czytania? Ależ oczywiście!  Zawsze warto zboczyć z utartej ścieżki. Kto się tego boi, odbiera sobie przyjemność zasmakowania czegoś nowego. Można nie chcieć przeczytać książki, ale nie należy się tego bać. To by znaczyło, że nasza wiara jest płytka i powierzchowna. Potraktujcie czytanie tej książki jako intelektualną zabawę a nie zawiedziecie się.

 Nie sposób tutaj nie zwrócić uwagi na język powieści. Niezwykle bogaty, esencjonalny. Przekład stał się sensacją i bestsellerem na naszym rynku księgarskim. Nominowany był do nagrody translatorskiej „Literatura na świecie” i nagrody literackiej tygodnika kulturalnego „Verte”.

Koprówka


piątek, 6 marca 2015

Receznja "Niedoparki" Pavel Srut, wydawnictwo Afera

Jeśli tak jak obwiniałaś swoją starą pralkę o to, że bezczelnie połyka skarpety twojej rodziny, albo byłaś przekonana, że w twoim mieszkaniu czają się jacyś skarpetożercy, to wreszcie masz na to dowód, który możesz podstawić pod nos swojemu wściekłemu mężowi czy reszcie rodziny. Niedoparki - to one są wszystkiemu winne!



Niedoparki, to kochane istoty, które żywią się skarpetami. Zawsze zjadają tylko jedną i musi być ona w dobrym gatunku. Sztuczności nie trawią. Mają dziwne imiona, które bez problemu zapamiętują dzieci, i otwór gębowy przypominający rurę odkurzacza czy też trąbę. Nie lubią wody i łatwiej je spotkać niż krasnoludki, ba, Profesor Kędziorek czy Pan Wawrzyniec dali rade ich nawet złapać! Może i Tobie się uda? Skurczają się i rozciągają a nawet potrafią całkowicie zniknąć, więc złapanie ich na gorącym uczynku, nigdy nie jest proste. Na szczęście ilustratorka Galina Miklinowa rozrysowała te stworki z niezwykłą precyzją inaczej Czango Dusiciel mógłby śnić się po nocach a tak wiemy, że jest równie kochany jak reszta. Chociaż, musimy pamiętać, że Niedoparki mieszkając z ludźmi, przejmują ich ludzkie cechy, więc może się zdarzyć, że Niedoparek będzie zły. Dlatego nawet, jeśli myślicie, że nikt was nie widzi, dawajcie dobry przykład, bo wyhodujecie sobie bardzo niedobrego Niedoparka. Pogódźcie się również z tym, że nijak nie oduczycie go zjadania skarpetek. Nawet na łożu boleści, Niedoparek bezpardonowo zje wasze ulubione, dziergane jeszcze przez babcie, wełniane skarpety.

Nie sposób wymienić wszystkich przygód, jakie Niedoparki mają w książce Pawla Śrut’a. Porwania, spiski, intrygi, gangi a to wszystko okraszone niezwykłym humorem jak to w czeskich filmach bywa. Pod tym względem książka nie rozczarowuje. Pięknie wydana, na grubym papierze i twardej oprawie będzie doskonałym prezentem. Choć dosyć  obszerna, nie odstrasza dzieci od samodzielnego przeczytania. Zapewne to zasługa krótkich rozdziałów.



Teraz, kiedy już wszystko jasne, nie żałujcie swoich skarpet. Zamiast się gniewać na Niedoparki, lepiej życzcie im smacznego. 

I najważniejsza informacja! Jest już kolejna część przygód niedoparków:) "Niedoparki powracają". Mamy i damy Wam znać czy jest równie dobra jak część pierwsza:)

 Koprówka

ps. Niedoparki mają swoją stronę, gdzie można kupić Hihlika:)



niedziela, 1 marca 2015

10 sposobów na pochmurne przedwiośnie

Zima dała nam w kość i teoretycznie widać już jej koniec. Teoretycznie, bo wiemy że wiosna lubi się spóźniać. Jednak moment na przełomie dwóch pór roku jest szczególnie trudny. Organizm jest osłabiony, nie mamy energii, wszystko nas drażni, denerwuje. Meteoropatów wykańcza halny i niskie ciśnienie a wystarczy tak niewiele, żeby z impetem i przytupem przywitać wiosnę. Dziś dziesięć sposobów na pochmurne przedwiośnie. 


1. Wycieczka –ucieczka. Gdy ci źle, zimno, straszno, spakuj plecak i uciekaj. Możesz w stronę słońca, możesz w las, możesz tam gdzie cię oczy poniosą. Wycieczka-ucieczka ma za zadanie zostawienie wszystkiego w tyle i bez smutków , z naładowanymi akumulatorami, przywitanie wiosny.

2. Wprowadź kolor do swojego życia. To mogą być małe rzeczy; intensywna pomadka, kolorowy szal czy soczysta marynarka.  Kolorowe tulipany czy żółte żonkile nie zrujnują Twojego portfela a wprawią Cię w dobry nastrój. Pomyśl też o świeżych ziołach w kuchni!

3Zapach pobudzi do działania. Świeczka zapachowa, olejki eteryczne a może kadzidełka?  Wybierz swój ulubiony zapach i się nim rozkoszuj.

4.  Ruch jest Twoim przyjacielem. Bieganie, zumba, aerobik- wystarczy 15 minut dziennie, żeby być szczęśliwym i patrzeć na świat w różowych okularach.  

5. Muzyka. Na full, śpiew na całe gardło a może karaoke z przyjaciółmi? Wszystko jest dozwolone kiedy budzimy się do życia.

6Detoks sokami owocowo-warzywnymi z dodatkiem spiruliny, chlorelli, młodego jęczmienia czy ostatniego hitu; białka konopnego. Ta bomba witaminowa postawi Cię na nogi.

7. Domowe spa. Zafunduj sobie fryzjera, idź do sauny, jacuzzi. Rozpraw się z cellulitem! Możesz nawet przeprosić się z solarium o ile zrobisz to z umiarem i znajdziesz solarium z lampami emitującymi promieniowanie UVB, które potrafi wygenerować w Twoim organizmie witaminę D. Pamiętaj, nie wygrzewaj się tam i nie opalaj! Wystarczy zaledwie 3 minuty żeby sobie nie zaszkodzić a znacząco  pomóc.

8. Dzieci. Bywają męczące, szczególnie te z którymi jeszcze trudno złapać kontakt. Jednak śmiech dziecka, ich ufność, radość są rozbrajające. Warto odwiedzić chrześniaka, zabrać na spacer siostrzeńca czy wziąć do kina bratanka. Ich spojrzenie na świat i szczerość, potrafią dać niezłego kopa na wiosnę. Być może  potrzebujecie zmienić  myślenie żeby wszystko zaczęło się układać a świat znów był piękny?

9. Delektujcie się ciastem drożdżowym, herbatą z konfiturą z dzikiej róży, książkami i kominkiem.  Te rzeczy latem nie smakuj tak dobrze jak właśnie zimą czy w pochmurne dni przedwiośnia.


10. Zaległości filmowe. To ostatni dzwonek, żeby je nadrobić. Gdy przyjdą ciepłe, słoneczne dni ,na które przyszło nam czekać niemal pół roku, żadna siła nas nie zatrzyma przed gadającym pudłem. A może zamiast Marzanny utopimy telewizor? Taka nowoczesna interpretacja tradycji. 










Żartowałam:) Też czekam na "Grę o tron", ale uśmiech, dystans, humor to najlepsze sposoby na przegonienie chmur. Śmiejmy się!

Koprówka

wtorek, 24 lutego 2015

"Podróże konika morskiego" Peter Sabach


Łamanie stereotypów w dzisiejszym świecie nie budzi już takiego zdziwienia jak 30 lat temu. Dlatego szkoda, że książka Petr’a Sabach’ a pojawiła się na naszym rynku dopiero teraz, kiedy widok młodego taty w piaskownicy nie wywołuje już takiego zażenowania. W dzisiejszym świecie widok ojca opiekującego się maleństwem wywołuje u kobiet rozczulenie a nawet pewien rodzaj pożądania. I choć rozterki młodego ojca zawarte w książce są mało aktualne, to jednak Sabach przemyca w niej wartości, od których zależy udane życie rodzinne, w dodatku okrasza to dawką niebanalnego czeskiego humoru, który się nigdy nie przedawnia.




Wychowanie dziecka to kawał ciężkiej roboty. Trudno dogadać się z kimś, kto tylko głośno zawodzi. Czytanie w myślach nie jest sprawą prostą nawet dla kobiety, którą wspomaga instynkt macierzyński, a co dopiero dla faceta. W latach 80-tych musiało to być jeszcze trudniejsze stąd tyle zabawnych sytuacji. „Podróże konika morskiego”, to autobiograficzna powieść ojca przebywającego na urlopie tacierzyńskim, który podjął się zadanie myśląc, że to bułka z masłem. I choć instrukcje obsługi dziecięcia opanował dosyć szybko, to nie przewidział reakcji otoczenia, jakie wzbudzi samotny ojciec w piaskownicy i jak ta reakcja podkopie w nim poczucie wartości. Przeglądanie się w czyichś oczach nigdy nie wychodzi na dobre, to też i w tym wypadku spowodowało wiele zdarzeń, niekoniecznie przyjemnych.


W tej niepozornej książeczce, która dzisiaj lekko trąci myszką, znajdziemy garść słodko-gorzkich refleksji nad życiem. Proza życia dopadnie w końcu każdego, warto jednak mieć do tego dystans i wiedzieć, że cierpliwość, wierność, wrażliwość, empatia, miłość i umiejętność przebaczania to są wartości, na których powinno się budować udane życie rodzinne. Nie ma wtedy znaczenia, komu przypadnie rola....kangura:)


Koprówka


środa, 18 lutego 2015

Wino pietruszkowe czyli jak pościć z głową

Wiecie, że zakony pękają w szwach? Nie od zakonników, którzy masowo poczuli powołanie i pchają się do zakonnych cel. Od postników! Wszyscy poczuli potrzebę oczyszczenia. Bynajmniej nie duszy. Raczej ciała a duszy to tak przy okazji. Nie ma bowiem wymogu bycia wierzącym J Ateista też może skorzystać z błogosławionego dachu zakonu.

Kilka dni temu przeczytałam na jednym z portali internetowych, że post to doskonała okazja do …zrzucenia parę kilo i to w murach zakonnych. Początkowo trochę się obruszyłam, no bo jak to? Zakon wykorzystuje koniunkturę na pęd do boskiego ciała? Czyż nie powinien raczej przekonywać do pięknej duszy? Z drugiej jednak strony może to takie salomonowe wyjście? Ściągnąć choćby ateistę i wymodlić dla niego łaskę wiary? Kto chociaż raz jeden był w zakonie wie, że to miejsce niezwykłe. Miałam kiedyś okazje, wślizgnąć się do zakonu męskiego, gdzieś blisko Starego lub Nowego Sącza. Myślałam, że można sobie tak po prostu wejść, bo był otwarty. Weszłam z mężem, pooglądałam sobie w spokoju wszystko, posłuchałam śpiewów, które na serio biorą za serce i już miałam wychodzić, kiedy złapał mnie jakiś opat i krzyknął; ”- Niewiasta chodzi po moim zakonie?!”  Długo się musiałam kajać, że nie wiedziałam, że niechcący. Na szczęście zakonnik miał poczucie humoru. Na odchodnym tylko powiedział, że to pierwszy przypadek od istnienia tego zakonu, że kobieta przekroczyła jego próg:)  A zakon miał chyba z 500 lat J Tak, więc może być tak, że przyjeżdżamy tylko na dietę oczyszczającą jako ateista a wyjeżdżamy jako rozmodlony i oczyszczony bez grzesznik J

Jakie diety stosują w zakonach? Trudne. Można oczyszczać się z Św. Hildegardą albo z Danielem. Ta pierwsza w głównej mierze opiera się na orkiszu, ta druga na warzywach i owocach.

Powiem szczerze, żadna z tych diet osobiście mi nie pasuję. Hildegarda jest dla mnie dosyć dyskusyjna. Miałam okazje czytać jej książkę i pewne rzeczy nie mają dziś racji bytu. Przykładowo mleko. Nie uważam, żeby było zdrowe i coraz więcej autorytetów medycznych to potwierdza. Natomiast Św. Hildegard uważała, że mleko, zwłaszcza w zimie, posiada właściwości lecznicze.Hm. No i te trucizny spożywcze do których zaliczyła…truskawkę, borówki, śliwki, brzoskwinie a nawet węgorza! Nie wyobrażam sobie abym mogła z tych rzeczy zrezygnować. Zwłaszcza z truskawki J Nie, nie dla mnie św. Hildegarda z Bingen.

Co oferuje Daniel? No tu już lepiej. Sok z marchwi, buraków, surówki, sałatki różnej maści, a nawet bigos tylko z samej kapusty J Wszystko fajnie, ale tak przez 10 dni! O jednym jabłku, połówce grejpfruta, soku z marchwi i gotowanej cebuli na kolacje. Nie wiem jak Ty, ale ja nie dałaby rady. Zmarłoby mi się tam po tygodniu.

                                                              żegnaj lazanio!

Co nie znaczy, że nie można spróbować przez te 40 dni, w domowym zaciszu, trochę się ograniczyć. Trzy dni na sokach wytrzyma każdy. Myślę sobie, że nastała właśnie okazja do zadbania o siebie. Czy jesteś ateistą czy wierzącym, czy kierują Tobą względy estetyczne, zdrowotne czy duchowe, taki kilkudniowy post, jednym i drugim wyjdzie na zdrowie. Ja podejmuję wyzwanie. Biorę rozbrat na te 40 dni ze;

- słodyczami i cukrem

- ograniczam spożycie mięsa, którego właściwie już nie jem, na rzecz ryb

- zwiększam porcje warzyw i owoców.

- przynajmniej jedną kawę zamienię na kawę zbożową a jedną herbatę na jakieś ziółko; pokrzywę, czystka, cytryńca

- na czas postu przerzucam się na zupy. Przynajmniej 3 razy w tygodniu.

- ograniczam jedzenie czyli zmniejszam ilość kalorii, ale tylko do takiego minimum, żeby mieć siłę pracować:)))

 Dodatkowo zamierzam pić wino pietruszkowe wg przepisu św. Hildegardy.

Oto przepis;

Wino pietruszkowe

I sposób;
Pęczek pietruszki (8-10 gałązek) gotować przez 5-8 minut w litrze dobrego białego wina. Ziele odcedzić, a następnie dodać 1-2 łyżki octu winnego i 250 g miodu. Całość raz jeszcze szybko zagrzać i gotować przez 3-4 min., po czym na gorąco rozlać do sterylnych butelek. Pić 2-3 razy dziennie po kieliszku.

II sposób:

Ponieważ są tacy co uważają, że miód i wino nie powinny się gotować (należę do tych osób) podaję drugi sposób.

-wycisnąć w sokowirówce sok z 10 pietruszek wraz z nacią
-zalać litrem czerwonego, wytrawnego wina (czerwone jest lepsze na krew)
-dodać dwie łyżeczki octu winnego i bardzo delikatnie podgrzać, nie przekraczając 40 stopni
-dodać miód ok 300 gram i przelać do ciemnych butelek
-pić dwa razy dziennie po kieliszku

Doskonałe na obrzęki, na słabe nerki, na popuchnięte ręce i nogi czyli oczyszczanie i detoksykacja. 

Aaaa, za chwilę będzie można dołożyć sok z brzozy i to samodzielnie zbierany J Niech tylko przyjdą dodatnie temperatury.

Powodzenia i piszcie o efektach J

Koprówka

czwartek, 5 lutego 2015

Grypa czyli jak ukręciłam łeb hydrze



W tym roku grypa jest wyjątkowo zjadliwa i uciążliwa. Nigdy z niej nie był przyjemniaczek, ale w tym roku przeszła samą siebie. Wysoka gorączka, kaszel, katar, bóle mięśni.Niby standard. Jest jednak coś co ją w tym roku wyróżnia. Otóż chodzi wspak J Jak? Ano tak, wspak. Atakuje odwrotnie niż zazwyczaj. Najpierw zasadza się na tchawice, oskrzela i płuca. Zaczyna piec w piersiach, łechtać. Gdy już myślisz, że wyplułeś płuca, ta franca zaczyna przerzucać się na gardło. Gdy i tam uda ci się odeprzeć atak, ta nie poddaje się. Wciska się w uszy, zatoki jakby szukała słabego punktu. Nie możesz na chwilę stracić czujności, bo gdy się ulokuje na dobre, nie wygonisz ją niczym jak tylko antybiotykiem. Zaraz bowiem woła na ploty swoje koleżanki bakterie.


Walczyłam trzy dni!  Wymagało to jednak zaangażowania i dobrze by było gdyby Wam ktoś w tym pomógł, bo wstanie z łóżka graniczy z cudem.

1.       Łóżko! Bezwzględnie! To nie jest slogan. Przy tym kaszlu, który grypa serwuje w tym roku, puls dochodzi do 120-140 ! Na serio, serce czuć na szyi. Lepiej nie dokładać mu pracy.

2.       Imbir! Koniecznie co dwie godziny i gotowany ok 15 minut. Trochę przestudzić, dodać sok z połówki cytryny,  miód i wypić. Imbir jest rewelacyjny na kaszel. Można nawet ssać plasterek imbiru. Po imbirze będziecie się bardzo pocić. Dobrze. Chorobę trzeba wypocić. Pamiętajcie jednak, żeby to wieczorem koniecznie zmyć. Krótki prysznic jest koniecznością, ale też niezwykłą przyjemnością.

3.       Czystek i cytryniec chiński.  Cytryniec wspaniale dodaje energii. Nie jesteście już takie wyplute. Dodatkowe siły bardzo Wam się przydadzą.

4.       Wspaniale kaszel uśmierzają inhalacje na ciepło. Garnek, gorąca woda, łyżka soli, majeranek i łyżka sody. Pochyl się i wdychaj przez usta. Gardło też można płukać wodą z sodą.

5.       Czy wiecie, że astmatycy w atakach astmy, ratują się wkładaniem nóg do gorącej wody? Gorąca woda rozszerza bowiem naczynia i oddycha się lepiej. Taka kuracja potrafi przerwać silny, napadowy kaszel.

6.       Wszystko co miętowe i zimne również pomaga na suchy kaszel. Nawet ssanie kostki lodu, przynosi ulgę.

7.       Siemię lniane lub nasiona chia. Nie miałam siły zaparzać siemienia, więc brałam łyżkę nasion i rozgryzałam J

8.       Sen to zdrowie. Jeśli możecie, to śpijcie. Dużo. Ja wiem, że książki kuszą, filmy, ale przyjdzie na to czas. Tak szybko z tego łóżka nie wstaniecie, niestety.

Gdy tylko poczujecie się lepiej, gorączka zacznie spadać a kaszel już nie będzie taki męczący, dostrzeżecie plusy J

Spadek wagi i to bez aerobiku
Ładniejsza cera, bo wypociłyście toksyny
Przynajmniej jedna książka i jeden film na plusie

Rozkwit miłości w związkach. Nic tak nie wzmacnia więzi niż wspólna niedola J

Powodzenia w walce! Trwa epidemia, więc po Was też przyjdzie. Dacie radę!